Prawo do naprawy UE weszło w życie – Polska na razie w tyle

Prawo do naprawy UE weszło w życie – Polska na razie w tyle

2026-08-04 0 przez Redakcja

Unijne „prawo do naprawy” miało być rewolucją, która od 31 lipca 2026 roku ułatwi konsumentom w całej Unii naprawę zepsutego sprzętu zamiast kupowania nowego. Problem w tym, że w Polsce, mimo upływu terminu, przepisy wdrażające wciąż pozostają na papierze.

Warto tu wyjaśnić jedną rzecz, bo bywa myląca. Dyrektywa 2024/1799 weszła w życie już 30 lipca 2024 roku, ale dyrektywa nie działa bezpośrednio — zobowiązuje państwa członkowskie do przepisania jej zasad do własnego prawa. Termin na to minął właśnie 31 lipca. Dopóki polska ustawa nie wejdzie w życie, konsument nie ma się na co powołać w sklepie ani w serwisie.

Co ma zmienić dyrektywa

Nowe przepisy to gratka dla wszystkich, którzy mają dość drogich lub niemożliwych napraw sprzętu RTV i AGD. Producenci są zobowiązani do zapewnienia dostępu do części zamiennych, dokumentacji technicznej i narzędzi — również po zakończeniu gwarancji — oraz oferowania napraw w „rozsądnej cenie” i „rozsądnym terminie”.

Lista objętych produktów jest konkretna: pralki, zmywarki, odkurzacze, suszarki, telefony komórkowe, urządzenia chłodnicze, wyświetlacze elektroniczne, serwery oraz rowery i skutery elektryczne.

Wisienką na torcie jest dodatkowe 12 miesięcy ochrony prawnej, jeśli konsument zdecyduje się na naprawę zamiast wymiany wadliwego towaru. Projekt przewiduje też możliwość otrzymania urządzenia zastępczego na czas naprawy — bezpłatnie albo za rozsądną opłatą.

Cała idea ma na celu nie tylko oszczędności dla naszych portfeli, ale i walkę z górą elektrośmieci. W Unii przedwczesne wyrzucanie naprawialnych produktów generuje około 35 milionów ton odpadów rocznie, zużywa blisko 30 milionów ton surowców i odpowiada za ponad 260 milionów ton emisji gazów cieplarnianych.

Polska wciąż czeka na konkrety

Polscy prawodawcy nie zdążyli z implementacją na czas. Projekt nowelizacji ustawy o prawach konsumenta, oznaczony jako UC154 i przygotowany przez UOKiK, trafił do Rządowego Centrum Legislacji dopiero w połowie czerwca. Rada Ministrów ma go przyjąć w trzecim kwartale bieżącego roku.

Za utrudnianie napraw projekt przewiduje administracyjne kary pieniężne — w zależności od naruszenia sięgające od 20 do 40 tysięcy złotych.

Nie tylko opóźnienie jest problemem

W konsultacjach pojawiła się konkretna krytyka i warto ją odnotować. Pomorski Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Handlowej zwrócił uwagę, że pojęcie „rozsądnej ceny” nie ma w projekcie żadnych kryteriów. Brakuje odniesienia do kosztów części, nakładu pracy, przeciętnych cen rynkowych czy relacji ceny naprawy do wartości nowego produktu.

Bez tego przepis brzmi dobrze, ale w praktyce może oznaczać spory interpretacyjne między konsumentem a serwisem — a więc dokładnie to, czemu dyrektywa miała zapobiec. Przedsiębiorcy z kolei ostrzegają przed wzrostem liczby reklamacji i kosztów.

Na razie pozostaje czekać na ruch rządu. Do tego czasu w sporze ze sprzedawcą pozostają dotychczasowe przepisy o rękojmi i gwarancji.

Źródła: Rzeczpospolita, Prawo.pl, portalsamorzadowy.pl, Money.pl